Nowenna przed zesłaniem Ducha Świętego – dzień 6

Dzień 6. Środa, 20.05.26r.
Podczas dzisiejszej modlitwy zastanowię się:
– Co jest moją motywacją? Czy badam swoje serce?
– Czy jestem uczciwy?
– Czy stoję w prawdzie o Bogu, o sobie, o innych?
– Czy moja mowa jest „tak, tak, nie, nie”?

(Dz 20,28-38)
„Paweł powiedział do starszych Kościoła efeskiego: „Uważajcie na samych siebie i na całą trzodę, nad którą Duch Święty ustanowił was biskupami, abyście kierowali Kościołem Boga, który On nabył własną krwią. Wiem, że po moim odejściu wejdą między was wilki drapieżne, nie oszczędzając trzody. Także spośród was samych powstaną ludzie, którzy głosić będą przewrotne nauki, aby pociągnąć za sobą uczniów. Dlatego czuwajcie, pamiętając, że przez trzy lata we dnie i w nocy nie przestawałem ze łzami upominać każdego z was. A teraz polecam was Bogu i słowu Jego łaski władnemu zbudować i dać dziedzictwo z wszystkimi świętymi. Nie pożądałem srebra ani złota, ani szaty niczyjej. Sami wiecie, że te ręce zarabiały na potrzeby moje i moich towarzyszy. We wszystkim pokazałem wam, że tak pracując trzeba wspierać słabych i pamiętać o słowach Pana Jezusa, który powiedział: „Więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu”. Po tych słowach upadł na kolana i modlił się razem ze wszystkimi. Wtedy wszyscy wybuchnęli wielkim płaczem. Rzucali się Pawłowi na szyję i całowali go, smucąc się najbardziej z tego, co powiedział: że już nigdy go nie zobaczą. Potem odprowadzili go na statek.”

Jezu, ześlij proszę Ducha Świętego, abym był/a bliżej Ciebie.

Świadectwo
W ostatnim tygodniu rekolekcji należało odbyć spowiedź generalną z całego swojego życia. Przygotowałam na kartce wszystko co pamiętałam i co wyrzucało mi sumienie. Umówiłam się z księdzem prowadzącym rekolekcje, był dla mnie współczujący, dał wskazówki na przyszłość, zadał pokutę. Po wszystkim miałam spalić kartki, co uczyniłam oraz zapomnieć o dawnym życiu. Nie czułam jednak ulgi na duszy, co trochę mnie zaniepokoiło. Zbliżał się ten długo wyczekiwany moment oddania się Jezusowi przez Maryję, który miał być w uroczystość Zwiastowania. Przepisałam odręcznie akt i ozdobiłam. Wtem pojawiły się kolejne komplikacje, które budziły wewnętrzne rozterki. Uroczystość została przesunięte z 25 marca na 8 kwietnia.
Ksiądz powiedział, że będzie tego dnia uroczysta Msza Św u niego w Parafii z odczytaniem aktu dla uczestników rekolekcji. Ja jednak czułam, że muszę złożyć akt 25 marca – miałam go przecież powtarzać co roku właśnie w ten dzień. W mojej miejscowości upatrzyłam sobie figurkę Maryi, która nie miała kwiatów. Zakupiłam sztuczne kwiaty, zrobiłam bukiet i przyozdobiłam figurę jako dar dla Maryi. Pojechałam przed Najświętszy Sakrament i tam odczytałam swój akt ze wzruszeniem w obecności całego nieba. 8 kwietnia ponownie to uczyniłam na Mszy. Mój mąż był ze mną co było dla mnie bardzo ważne. Na miejscu zorientowałam się, że ku mojemu zaskoczeniu byłam jedyną osobą, która odczytała uroczyście akt podczas Mszy Św. Czułam ogromną wdzięczność i radość, choć bardzo mnie to krępowało. Niedługo po tym jakże szczęśliwym dniu, coś zaskakującego się wydarzyło. Byłam w delegacji we Wrocławiu i jak zwykle poszłam na Mszę, a później w hotelu słucham kazań św. Jana Vianney, gdy poczułam nagłe wstręt do grzechu nieczystości. Było to jak jakieś objawienie, pojęłam wnet jak te grzechy obrażają majestat Boży i jaką są obrzydliwością. Czułam się strasznie brudna i miałam nieodpartą potrzebę spowiedzi. Wracając z delegacji do Warszawy wyszukałam gdzie najszybciej można się spowiadać, wybór padł na zakon Paulinów. Przy konfesjonale powiedziałam księdzu, że odbyłam rekolekcje 33 dniowe i że jestem po spowiedzi generalnej, ale nie wyznałam na niej nic z grzechów nieczystości, gdyż wydawało mi się wtedy, że już się z tego spowiadałam kiedyś i nie muszę. Ksiądz wyczuł, że coś tu nie gra, drążył temat i powiedział, że tamta spowiedź jest nieważna i że mam się przygotować i przyjść do niego. Dał mi pytania pomocnicze, numer do siebie i dzwonił do mnie w sprawie terminu. Czułam się zaopiekowana. Niczego się już nie wstydziłam chciałam jak najszybciej zmyć z siebie ten brud. Po spowiedzi poczułam prawdziwą ulgę, byłam jak nowo narodzona. W sercu miałam wdzięczność do Maryi, że się o mnie zatroszczyła ochroniła przed niebezpieczeństwem. Ksiądz dał mi drogowskazy oraz powiedział, że jestem cenną perłą, ale teraz muszę wykonać pracę i w to uwierzyć. Na tamtym etapie bowiem nie czułam się dzieckiem bożym tylko wyrzutkiem, kimś kto na to nie zasługuje.
Zatrzymam się w tym momencie aby wychwalać Twoje miłosierdzie, którego całe morze wylałeś na mnie. Dziękuję Ci, że pomagasz mi stawać w prawdzie i obmywasz mnie Najświętszą Krwią. Potwierdzenie w Słowie z dzisiaj: „Po tych słowach upadł na kolana i modlił się…”