Nowenna przed zesłaniem Ducha Świętego – dzień 9
DZIEŃ 9. SOBOTA 23 MAJA 2026R.
Podczas dzisiejszej modlitwy zastanowię się:
– Czy potrafię dziękować Bogu za to, co mam, a nie skupiać się na tym, czego nie mam?
– Czy moje trudy, problemy, troski, choroby składam w Jego ręce, żeby moje serce mogło być skupione na byciu w Jego obecności?
(Dz 28,16-20.30-31)
“Gdyśmy przybyli do Rzymu, pozwolono Pawłowi mieszkać prywatnie razem z żołnierzem, który go pilnował. Po trzech dniach poprosił do siebie najznakomitszych Żydów. A kiedy się zeszli, mówił do nich: „Nie uczyniłem, bracia, nic przeciwko narodowi lub zwyczajom ojczystym, a jednak wydany zostałem jako więzień w ręce Rzymian, którzy po rozpatrzeniu sprawy chcieli mnie wypuścić, dlatego że nie popełniłem nic zasługującego na śmierć. Ponieważ jednak Żydzi sprzeciwiali się temu, musiałem odwołać się do Cezara, bynajmniej nie w zamiarze oskarżenia w czymkolwiek mojego narodu. Dlatego też zaprosiłem was, aby się z wami zobaczyć i rozmówić, bo dla nadziei Izraela dźwigam te kajdany”. Przez całe dwa lata pozostał w wynajętym przez siebie mieszkaniu i przyjmował wszystkich, którzy do niego przychodzili, głosząc królestwo Boże i nauczając o Panu Jezusie Chrystusie zupełnie swobodnie, bez przeszkód.”
Czy z mojej relacji z Bogiem wypływa troska o poszerzanie Jego Królestwa tu na ziemi?
Jezu, ześlij proszę Ducha Świętego, abym był/a bliżej Ciebie.
Świadectwo
Wiedziałam już kim jestem dzięki łasce Bożej, wiedziałam gdzie mój dom, gdzie moja rodzina, gdzie moje miejsce. Nie tu na ziemi. Jak tu dalej żyć w tym świecie? Wakacje się skończyły, każdy z rodziny rozchodził się do swoich obowiązków pracy, szkoły, przedszkola,a ja zostawałam sama w domu. Nie miałam już pracy, czułam pustkę. Nie umiałam się pozbierać. Studia wcale mnie nie interesowały wciąż czułam tęsknotę za Bogiem. Tylko On mnie interesował. Płakałam, dużo i bardzo. Jedynym moim pocieszeniem był sam Jezus, którego szukałam na modlitwie i w Słowie. Dał mi do zrozumienia, że przyszedł czas na ufność, a miłość będzie moim napędem żeby iść do przodu. Był to czas nauki przez doświadczenia życiowe. Czułam na co dzień, że Bóg trzyma mnie jakby pod skrzydłami łaski, która chroniła mnie od niepokoju. Widziałam wyraźnie kiedy jest czas próby ponieważ traciłam nagle ochronę, zostawałam sama ze swoimi emocjami i reakcjami. Pan sprawdzał czy przyjdę do Niego w każdym czasie czy będę łagodna dla siebie w chwilach upadku. Zrozumiałam, że łaską są też trudne doświadczenia jakie mnie spotykają, kryją w sobie Mądrość. Czułam się inaczej na modlitwie, Jezus był mniej odczuwalny, jakbym była w ciemnej studni, ale nadal miałam stany głębokiego skupienia i wszechobecny pokój. W takich momentach biegłam do Maryi, ona dawała mi pociechę, pokrzepienie, siłę do działania. Samotność, ból, odrzucenie oddawałam przez Jej czyste ręce Jezusowi. Z mężem chcieliśmy się zaangażować w diakonię więc pojechaliśmy na spotkanie gdzie diakonie się prezentowały. Interesowała mnie diakonia dzieci bożych, modlitwy i miłosierdzia i do nich podeszłam wzięłam namiary. Mój mąż interesował się diakonią wychowawczą, ale nie było reprezentanta. Stwierdził, że zapyta parę, która obok nas stała. Pamiętam ich zdziwienie w oczach, jakbyśmy spadli im z nieba, ponieważ organizowali właśnie rekolekcje i nie mieli diakonii wychowawczej. Pojechaliśmy zatem w listopadzie z rodziną jako diakonia wychowawcza na rekolekcje ORAR2. Było to dla nas nowe, bardzo ciekawe doświadczenie. Miałam okazję sprawdzić się w opiece nad dziećmi. Dużo miłości i wsparcia dał mi Pan w tej służbie posługując się dziećmi. Na koniec rekolekcji poprosiłam abyśmy jako diakonia też dali świadectwo ku pokrzepieniu i zachęcie aby inni się nie bali służyć. Powiedziałam też o moim, przebranżowieniu, pójściu z za Panem. Były osoby, które się zainspirowały moim świadectwem. W grudniu na Dniu Wspólnoty ksiądz, który prowadził rekolekcje, mówił kazanie i ku mojemu zaskoczeniu podał mój przypadek, że można rzucić korporację i zostać nauczycielem, a mówił to w kontekście Zwiastowania Maryi, że przyjęła Słowo i służbę. Cieszyłam się, że Pan się mną posłużył. W tym czasie również z mężem włączyliśmy się w służbę w śpiewie w zespole uwielbieniowym oraz chórze parafialnym. Pojechałam z zespołem na czuwanie do Częstochowy, gdzie byłam blisko Mamy, na wyciągnięcie ręki. Odnowiłam akt ofiarowania, który wcześniej złożyłam i podziękowałam za nawrócenie. Tak kończy się rok 2024 w moim świadectwie.
Szukałam potwierdzenia w Słowie i wydaje mi się, że najbardziej rezonuje fragment: „bo dla nadziei Izraela dźwigam te kajdany”. Św Paweł podobnie jak ja w tym wycinku przeżywał trudności i przeciwności, ale Pan z nim był i go chronił, aby mógł dalej służyć.




